"List Pożegnalny" tekst piosenki

"List Pożegnalny"

In the endless sky we are but one
In my dreams wolf and I

Wiesz, parę lat temu byłem gotowy do uzewnętrznienia
Parę lat temu, ta, jeszcze bym nie miał nic do powiedzenia
Żyłem od niechcenia, nie dziwi Cię pewnie, bo trochę mnie znasz
Jak ten list nie doszedł Ci wcześniej, wolałem wszystko powiedzieć Ci w twarz
Dziś się nie łudzę, Twój obraz zamazał się w korpo budynkach
W chujowych przyjaźniach i chęci by na koncie była jedynka
Marna nawijka, nie będę Ci kłamał, zdradziłem Twą miłość już milion razy
Tak samo jak Ty mnie, mała, tak złamaliśmy przysięgę gówniarzy
Czasem to parzy, pytałaś co u mnie, wychodzi na dobre?
Luźne pytanie, gdy miałem świadomość, że z kimś właśnie dzielisz kołdrę
I to nie ja, nie pytaj o kumpli, bo się zmienili
Wszyscy znajomi, co byli od zawsze, teraz dla mnie anonimy
Nie chcę ich winić, bo czynsz i rachunek, i tak jest z powrotem
Jak wyleciałaś, rzygałem ciszą, bywało słabo, a potem
Raz czułem się jak Gatsby, raz jak bankrut co hulał
Ten list to nie jest dramat, to faktu literatura

I chyba teraz słowa mnie tak nie ranią
Wyprany z tych emocji, obojętny na wszystko
I chyba boli, że sprzedaliśmy tak tanio
Ideały i wiarę, w zamian za relatywność
I chyba teraz już mozesz to przeczytać
Zaparzyć sobie kawę, gdy on już będzie spał
Nie ma tu odpowiedzi, nie ma też pytań
Puste retrospekcje, może ukryty żal

In the endless sky we are but one
In my dreams wolf and I

Dziś się nie łudzę
Czasem to parzy
Samotność weszła w krew
Przestałem liczyć się
Obojętny na wszystko
Wyprany z tych emocji
To nie jest dramat, to faktu literatura

Wiesz, chciałem Cię szukać jak opadłem z sił, tylko czekałem
Wiesz, to tylko słowa, słowa, słowa
Bo gdybym Cię znalazł już to co jest dalej
Samotność weszła w krew jak kumplom feta, prozak
Przestałem liczyć się, taka metamorfoza
Zjeździłem Polskę i po jakimś czasie, panny rzucały mi się na szyję
Jeszcze jedna więcej, kręgosłup moralny pierdolnie za chwilę
Mówiły słodkie "Kocham", ja gorzkie "Jak tam leci?"
Pytały o potomstwo, wyjęły z ust mi dzieci
Wsiąkłem w nienawiść, nie chciałem się zabić, ja chciałem zabijać
Uzależniła mnie adrenalina, chcialem tak mocno, byś to zobaczyła
Biłem po ryjach, a zdarte knykcie były, już wtedy, porażki symbolem
W codziennym życiu dawałem dupy, choć często mówiłem, że coś pierdolę
I nie osądzaj, ja nie kreuję image'u bad boy'a
Nie znamy się, mała, od wczoraj, pewnie byś śmiała się z moich dokonań

I chyba teraz słowa mnie tak nie ranią
Wyprany z tych emocji, obojętny na wszystko
I chyba boli, że sprzedaliśmy tak tanio
Ideały i wiarę, w zamian za relatywność
I chyba teraz już mozesz to przeczytać
Zaparzyć sobie kawę, gdy on już będzie spał
Nie ma tu odpowiedzi, nie ma też pytań
Puste retrospekcje, może ukryty żal

In the endless sky we are but one
In my dreams wolf and I

Dziś się nie łudzę
Czasem to parzy
Samotność weszła w krew
Przestałem liczyć się
Obojętny na wszystko
Wyprany z tych emocji
To nie jest dramat, to faktu literatura

Pisałem przez noce, zawsze o Tobie, serce na dłoni
Parę duperek się za bardzo wczuło, głupie
Myślały, że to co piszę, kurwa, jest chyba o nich
Śmiałem im się w twarz, a moja szydera drażniła najbardziej
Wiesz, nie żałuję, te tępe suki nie miały do Ciebie podjazdu, skarbie
Skarbie? Kurwa, ja znam jeszcze to słowo?
Mój głos je wypowiada tak bardzo obcesowo
Mówiłaś zawsze bym rozwijał pasję, że genach, naprawdę, mam bycie znanym
Chyba do dziś paru mnie zna, paru Ci powie, że pojebany
Ciekawe co dzisiaj ci ludzie myślą, gdy przesłuchują sobie ten numer
Znów nie lubiany, to musisz wiedzieć, bo od zawsze w piździe mam ich szacunek
Wiesz, ja nie umiem się nie przejmować ludzką krytyką
Zawsze mnie za to tak bardzo cisnęłaś, bo Tobie opinie najczęściej wiszą
Potraktuj list ode mnie jako dowód siły
Nie żywię już urazy
Całusy, Filip

Dziś się nie łudzę
Czasem to parzy
Samotność weszła w krew
Przestałem liczyć się
Obojętny na wszystko
Wyprany z tych emocji
To nie jest dramat, to faktu literatura

In the endless sky we are but one
In my dreams wolf and I


Writer(s): Foux
You May Also Like
Taco Hemingway - "Wiatr" Plastikowy kubek pełen wina Moje miasto, moja noc, tak mi czerwiec mija Wisła dzisiaj stoi w miejscu jak twoje życie Ledwo mrugnę, zaraz będzie zima Ona znowu ma te piwne oczy Twoje miasto, twoja...
Kartky - "Karuzela" Zanim znowu się zakręcę i nie powiem Tobie jak Może trzymam teraz w ręce więcej niż ty sam byś chciał Może moje puste serce mi podpowie to nie tak Widzę to każdego dnia od lat Zanim znowu się zakręcę...
Zeamsone - "San Andreas" Miałem być najgorszy jak 6-6-6 Miałem być najgorszy jak 6-6-6 Miałem być najlepszy jak 7-7-7 Miałem postawić mój pomnik zrobić save, save, save Co dzień zbijam pięć i pięć, a gdzie są moi...
be vis - "w takiej chwili, gdy jest dobrze" To jest tak, że... Lubię się zawieszać w takiej chwili gdy jest dobrze Design stary Windows, zbędne okna zamykam Jak dylemat, sam nie wiem co o niej sądzę Nie było po drodze, teraz nie ma lepszych...
Ronnie Ferrari - "Szubienica" Gdybym się urodził w Polsce Całkiem nieironicznie To patrzyłbym inaczej na mosty przy Wiśle Nie mógłbym zapalić babci znicza, na płytce Babciu, wrócę, jak się skończy wojna za Ojczyznę Choć nie mam...